1002 punkty i jest podium

Dodano: 16.03.2013 16:22

Ponieważ jest to moja rodzina wywiad pomimo znacznej różnicy wieku odbędzie w konwencji na Ty.

Witam.Tak się złożyło , ze chyba jesteś chyba najbardziej utytułowaną sportsmenką w Janówce. Nie znam innej osoby z naszej okolicy, która miała by  tytuł  vice mistrza polski…

Ja też nie znam.

W którym  roku zdobyłaś tytuł?

w 1956 w Krynicy Górskiej.

Pamiętasz  co było nagrodą?

Nagrodą? A, dres.

Pamiętam, że wtedy jeszcze się strzelało do tak zwanego kura. Po mistrzostwach były jak gdyby takie dodatkowe zawody i strzelało się do kura.

Do kura???

Po zawodach dla mistrzów i vice mistrzów  było dodatkowe strzelanie do kura, do tarczy z narysowanym kurem. To Kraków między innymi  takie coś prowadził. Takie zawody dla elity.

Słyszałem że z tymi zawodami  wiąże się pewna anegdota że ostatnią strzałę puściłaś w powietrze…

Tak rzeczywiście.

Dlaczego?

Bo koleżanka z Bydgoszczy zaczęła płakać, taka Ulka, że ona tyle trenowała i jej nic nie wychodzi wobec tego mówię proszę bardzo mnie na tym nie zależy . No potem miałam nieprzyjemności jak się wydało. Trener był zawiedziony.

Gdzie się w tamtych latach trenowało? W Justynowie był klub?

Ogólnie to trenowaliśmy w Łodzi na strzelnicy na Północnej.

I co dojeżdżaliście?

Tak ale nie każdy mógł dojechać bo to zabierało dużo czasu.

Ile miałaś wtedy lat, mam na myśli czy były to czasy liceum?

Tak czasy liceum.

Jak wyglądał  trening łuczniczy?

Każdy miał swój łuk ja miałam taką angielską Dianę , świetny zresztą łuk był, miał naciąg 27 funtów, a strzały miałam swoje, takie zbierane, bo ja się tam trochę przypadkowo znalazłam, na tych mistrzostwach.

Twoja przygoda z łucznictwem jak długo trwała?

No trzy lata.

Czy często jeździliście  na zawody?

Zawody to była piękna sprawa na tamte czasy bo się brało udział w imprezach sportowych i mieliśmy możliwość zwiedzania na przykład  jechaliśmy do Trójmiasta, Opola , Gorzowa, Krynicy. Nie każdy tak mógł.

Czym jeździliście

A głównie pociągami.

Czy łucznicy mieli jakieś swoje powiedzenie , takie na szczęście przed zawodami?

Nie , nie pamiętam , chyba nie.

Czy były jakieś stroje klubowe lub obowiązkowe na takich zawodach, taka etykieta zawodnicza?

Chyba nie. Dostaliśmy dresy z logo Łodzi czyli łódką. Krakowiacy byli bardziej widoczni mieli lepsze stroje.  Pamiętam też, że dostawaliśmy bony na obiady na mieście, co wówczas było bardzo ważne, chyba na placu Wolności była wyznaczona restauracja w której się stołowaliśmy. Na wzmocnienie na przykład dostawaliśmy cukier w kostkach.

Czyli takie nasze żelki energetyczne.

Tak...(śmiech)

Czy dużo osób trenowało wówczas w klubie?

Sporo. Ale większość to chłopcy.

Jak się w ogóle nazywał klub ?

 LZS Justynów, a ćwiczyliśmy w Łodzi.

Jakie inne dyscypliny uprawiała wówczas młodzież bo przecież nie graliście na komputerze?

Tak komputery...(śmiech);  telewizor to było coś. Jak się pierwszy pokazał na wsi to się pół wsi schodziła żeby coś obejrzeć, np. Kobrę, czy teatr na żywo.  Wiadomo wszyscy grali w piłkę, ale sekcja łucznicza była na prawdę spora. Pamiętam prowadził Petruk, Tadeusz  Milczarek, Kupś.  Matfin Jurek prowadził sekcję w Zgierzu; całe mnóstwo ludzi było zaangażowanych w łucznictwo.

Kto był głównym trenerem?

Stanisław Petruk. Pamiętam też, że Zdziebczyński Jurek był świetnym z kolei zawodnikiem.

Bardzo dziękuję za wywiad.

 

Krzysztof Józefowicz

Powrót

Trucht.com

Sponsorzy imprezy:

Patroni imprezy: